Estonia – bez i z podatkiem dochodowym, czyli jak zjeść ciastko i je mieć

Teza, iż konkurencyjność podatkowa pomiędzy państwami jest zacięta i miejscami przypomina konkurencyjne działania wielkich koncernów, może z początku wydawać się zaskakująca. Jednakże nawet pobieżna analiza systemów podatkowych chociażby państw członkowskich Unii Europejskiej potwierdza, że wyścig wśród tych krajów toczy się i może przybierać czasami bardzo nowatorskie rozwiązania.

Wśród licznych kandydatów na miano systemu najbardziej przychylnego przedsiębiorcy wydaje się bez żadnej dyskusji zasługiwać Estonia. Co do zasady, stawka podatku dochodowego tam obowiązująca wygląda niezbyt zachęcająco:  21% – ani wysoko, ani nisko. Robi się jednak znacznie bardziej interesująco, gdy okazuje się, że moment opodatkowania dochodów osób prawnych z siedzibą na terytorium Estonii (inaczej mówiąc estońskich spółek) powstaje dopiero na moment faktycznej dystrybucji tego zysku w postaci dywidendy do rąk wspólników tych spółek. Oznacza to, iż tak długo, jak wygenerowane dochody (zyski) przez estońskie spółki nie są z nich wypłacane, pozostają one całkowicie wolne od opodatkowania, co oznacza efektywną stawkę 0% podatku dochodowego.

Taka wysokość stawki podatkowej może pokusić całą grupę przedsiębiorców o natychmiastową przeprowadzkę swojego biznesu nad estońskie wybrzeże Bałtyku. Tym bardziej, że Estonia to kraj nowoczesny, z urokliwym Tallinem, pełnym turystów z Rosji, Skandynawii i Niemiec.

Zanim jednak zaczniemy planować szczegóły takiej zmiany warto zastanowić się, dlaczego Estonia zdecydowała się na takie rozwiązanie. Odpowiedź jest zawarta w samym wyżej opisanym mechanizmie opodatkowania. Gospodarce estońskiej, która jak wiele innych postkomunistycznych krajów boryka się z niedoborami lokalnego kapitału, zależało na przyciągnięciu kapitału obcego.  Jedną z zachęt niewątpliwie było zniesienie opodatkowania podatkiem dochodowym. Natomiast, jak dzieje się to często w takich przypadkach, inwestorzy zagraniczni w kolejnym kroku po wygenerowaniu dochodu są zainteresowani jego wycofaniem. I właśnie w takim momencie pojawia się podatek estoński, co może skłonić inwestorów do rozważenia pozostawienia dochodu w spółce i jego reinwestowanie na terytorium Estonii. Żadna wolna gospodarka rynkowa nie może zabronić dystrybucji zysków do właścicieli spółek, natomiast może sprawić, iż taka dystrybucja nie będzie opłacalna z punktu widzenia fiskalnego.

Warto przy tym wspomnieć, iż estoński system podatkowy rozwiązuje jeszcze jeden problem podatkowy, to jest podwójne opodatkowanie spółek będących podatnikami (w Polsce na przykład wszystkich spółek kapitałowych). Otóż w przypadku osiągnięcia dochodu przez taką spółkę jest on najpierw opodatkowany podatkiem dochodowym od osób prawnych. Następnie taki dochód, pomniejszony o zapłacony podatek, jeżeli jest dystrybuowany w formie dywidendy do udziałowców, podlega kolejnemu opodatkowaniu podatkiem dochodowym na poziomie wspólników (w zależności od tego, czy wspólnicy są osobami fizycznymi czy prawnymi, odpowiednio podatkiem dochodowym od osób fizycznych lub od osób prawnych). W Estonii ten problem nie występuje, gdyż dochód osiągany przez spółkę jest opodatkowany tylko na moment dystrybucji w formie dywidendy, co oznacza, że do opodatkowania dochodzi jedynie raz.

Na uwagę zasługuje jeszcze jeden aspekt estońskiego systemu podatku dochodowego. Wysokość dochodu, który podlega opodatkowaniu, ustalana jest na zasadzie kasowej – czyli przychody i koszty uwzględnione są jedynie wtedy w wyniku podatkowym spółki, jeżeli zostały faktycznie odpowiednio uzyskane/poniesione.  Z tego też wynika, że przy ustalaniu wysokości dochodu nie bierze się pod uwagę amortyzacji.

Tak skonstruowany system jest tani w utrzymaniu nie tylko dla przedsiębiorców, ale także dla administracji podatkowej. Proste zasady, a także brak odliczeń czy ulg skutkuje niewielkim zakresem, który wymagałby weryfikacji ze strony urzędników. To oznacza krótkie kontrole, niską liczbę zatrudnionych tychże urzędników i niewiele postępowań podatkowych.

Jakby i tego było mało, należy dodać, iż od 2008 roku stawka podatku dochodowego w Estonii wynosi 21% (wcześniej była sukcesywnie obniżana od poziomu 26%), co może oznaczać stabilność finansów publicznych. Stawka ta dotyczy zarówno osób prawnych, jak i fizycznych, a przepisy o podatku dochodowym są regulowane jednym aktem dla obu kategorii tych podatników.

Wyżej opisany, obowiązujący od 1 stycznia 2000 r. system podatkowy okazał się bardzo sprawny i przyniósł oczekiwane rezultaty. Co więcej, wydał się on na tyle przekonujący, że wprowadziła go także Mołdawia.

Estonia odniosła również sukces (choć nie jest to sukces cieszący podatników, o czym dalej) w konfrontacji z Unią Europejską, w odniesieniu do dyrektywy w sprawie wspólnego systemu opodatkowania mającego zastosowanie w przypadku spółek dominujących i spółek zależnych różnych państw członkowskich, lepiej znanej z angielskiego jako Parent-Subsidiary Directive, tutaj w dalszej części zwanej po prostu „Dyrektywą”.
Na mocy przepisów Dyrektywy, jeżeli dochodzi do dystrybucji dywidendy ze spółki córki (zależnej) do spółki matki (dominującej), a obie te spółki są spółkami z siedzibą w jakimkolwiek państwie członkowskim oraz są podatnikami podatku dochodowego, to wówczas, przy spełnieniu odpowiednich warunków, od takiej dywidendy nie jest pobierany podatek w kraju spółki córki. W Polsce oznacza to, że jeśli polska spółka kapitałowa wypłaca dywidendę do swojej spółki matki (polskiej lub innej z kraju UE), a ta spółka matka ma co najmniej 10% w kapitale spółki córki przez okres co najmniej 2 lat, to wówczas dywidenda ta nie podlega opodatkowaniu w Polsce (nie jest pobierany podatek od źródła).

Podobne zasady obowiązują w całej Unii Europejskiej, w poszczególnych państwach inaczej reguluje się warunki zwolnienia (w niektórych nie ma ich w ogóle, w Polsce, jak wspomniano, jest warunek co najmniej 10% uczestnictwa spółki matki w spółce córce przez okres 2 lat. W innych krajach poziom i okres takiego uczestnictwa może być inny, choć nigdzie nie przekracza 35% uczestnictwa i 3 lat jego trwania). W efekcie, jeśli dane warunki są spełnione, przepływ dywidendy pomiędzy spółkami w ramach UE powinien być zwolniony z opodatkowania w kraju siedziby spółki córki.

Zestawienie estońskiego podatku dochodowego z Dyrektywą wydaje się oczywiste – w obu przypadkach chodzi o opodatkowanie (lub nie) dystrybucji dywidendy do spółki matki. Co zatem, gdy spółka estońska (spółka córka) zechce wypłacić dywidendę do spółki z siedzibą w Unii Europejskiej? Jakie warunki muszą być spełnione, by Estonia nie pobierała podatku dochodowego od dystrybucji dywidendy zgodnie z treścią i duchem Dyrektywy?  Wystarczyłoby bowiem spełnić te warunki, aby uniknąć zarówno podatku dochodowego w Estonii na moment wygenerowania zysku (dzięki specyfice systemu podatkowego Estonii, który takiego zysku w tym momencie nie opodatkowuje), jak w momencie jego dystrybucji (na mocy zwolnienia wynikającego z Dyrektywy). Wtedy efektywna stawka podatku od dochodu w Estonii nie wynosiłaby 0% „jedynie” do momentu dystrybucji, ale także na ten moment, czyli na moment „wyjścia” dochodu z Estonii. A gdy dochód „wychodzi” z Estonii, to w ogóle już nie musimy zastanawiać się nad estońskimi podatkami.

Estonia stoi jednak na stanowisku, że jej podatek dochodowy płacony od dystrybucji dywidendy nie jest objęty zakresem Dyrektywy, co oznacza, że pobranie przez nią 21% od dystrybuowanej dywidendy tytułem podatku dochodowego nie jest naruszeniem przepisów Dyrektywy – i dlatego sukces Estonii nie przekłada się na sukces przedsiębiorców. Dla wzmocnienia tego stanowiska w 2009 r. zmieniono ustawę o podatku dochodowym w taki sposób, by wyraźnie podkreślić odmienny charakter podatku dochodowego w Estonii i co za tym idzie, brak podstaw do korzystania ze zwolnienia wynikającego z Dyrektywy. Estonia zatem pozostaje jedynym krajem, który pobiera podatek od dystrybucji dywidend pomiędzy spółkami UE.

Tym oto prostym (w miarę) sposobem, Estonia nie tylko sama upiekła fiskalne ciastko, ale je zjadła i nadal je ma. Nam pozostaje podziwiać.

Tagi: , , ,