Spółka komandytowa – historia w Niemczech robiona?

Historia pokazuje, że zapamiętanym i docenionym nie zawsze jest ten, kto wynalazł, stworzył, wymyślił, ale ten kto spopularyzował, ulepszył, unowocześnił i wprowadził do powszechnego obiegu.

W przypadku spółki komandytowej trafne wydaje się powiedzenie, aktualne od prawie trzech tysiącleci, że „wszystkie drogi prowadzą do Rzymu”; w tym konkretnym przypadku do prawa rzymskiego. Nie tylko dlatego, że w  jedenastowiecznych Włoszech powstała umowa o nazwie accomanditaria, która dała początek spółce komandytowej, jak również nie tylko dlatego, że kupcy włoscy zapoczątkowali prowadzenie działalności w tej formie.

Pierwotnie jedynie prawo zwyczajowe regulowało umowę spółki komandytowej. Z czasem dopiero dokonywano stopniowej kodyfikacji przepisów. To był moment, kiedy swoją początkową rolę odegrało ustawodawstwo cesarzy niemieckich. Cesarze Fryderyk I i Fryderyk II uważali się za kontynuatorów Imperium Romanum, a ustawodawstwo stworzone za ich czasów wpłynęło na rozwój prawa włoskiego. Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego chciało kontynuować dzieje starożytnego Imperium Rzymskiego. Panuje powszechny pogląd, że to właśnie Niemcy wydali najznamienitszych znawców kodyfikacji justyniańskiej i romanistów. W ramach prowadzenia tzw. polityki włoskiej obaj cesarze przesyłali wszystkie teksty aktów normatywnych do uniwersytetu bolońskiego, gdzie były przedmiotem badań, a następnie zostały włączone do zbioru prawa rzymskiego, określanego od XV wieku jako Corpus Iuris Civilis, bądź statutem bolońskim z 1583 r. Dokument był jedną z pierwszych kodyfikacji spółki komandytowej, a komentarz do prawie jego wszystkich części napisał największy prawnik średniowiecza, „książę jurystów” – Bartolus. O jego wielkości świadczy powiedzenie, że „nie jest prawnikiem ten, kto nie jest Bartolistą”.

Następnym etapem w rozwoju spółki był rok 1673  i Kodeks Ludwika XIV (Ordonnannce sur le commerce). Ten dokument, co nie powinno być zaskoczeniem, również opierał się na normach prawa rzymskiego, jak również germańskiego prawa zwyczajowego i choć podkreśla się jego dużą ogólnikowość, to przewidywał on rozwiązania charakterystyczne dla dzisiejszych spółek komandytowych, m.in. obowiązkową  rejestrację spółki oraz osobistą i solidarną odpowiedzialność  komplementariuszy. Król Słońce doceniał znaczenie sprawnie działającego rynku i popierał zasadę wyznawaną przez swojego generalnego inspektora finansów J.B Colberta, że „kto kontroluje handel, ten kontroluje świat”. Dokument stał się podwaliną dla następnych regulacji, które znalazły się w dziewiętnastowiecznych kodeksach prawa handlowego. W pierwszej kolejności wymienić należy Kodeks Napoleona z 1807 roku (Code de commerce), ale przede wszystkim  opracowany w 1861 roku, przez komisję w Norymberdze, Powszechny Niemiecki Kodeks Handlowy ( Allgemeines Deutsches Handelsgesetzbuch).

Średniowieczne, cesarskie zasługi w popularyzowaniu prawa rzymskiego to słaby dowód na to, że spółka komandytowa w Niemczech jest robiona. Argument niemieckiego kodeksu jest lepszy, jednak mnie samą nie przekonuje na tyle, żeby wierzyć temu stwierdzeniu. Skoro źródeł prawa handlowego należy głownie poszukiwać we włoskim i francuskim porządku prawnym, co  zatem zdecydowało o takiej popularności spółki komandytowej w Niemczech, że uważamy ten kraj za jej twórcę, a i w naszym kraju powoduje, że staje się ona coraz częściej wybieraną formą działalności gospodarczej? Wystarczy sięgnąć do statystyk – od 2010 roku przyrost liczby spółek komandytowych to średnio 26-27% rocznie.  Z końcem 2012 roku spółka ta stała się trzecim najpopularniejszym typem prowadzonej działalności. Spójrzmy zatem na jej zalety.

Od początku swego istnienia spółka komandytowa była formą, która przewidywała wspólne uczestnictwo w przedsiębiorstwie. Jej istota polegała na tym, że jeden wspólnik posiadający określone towary lub środki pieniężne, zwany commendotarorem, powierzał je drugiemu. Ten zwykle był  kupcem morskim, zwanym commendariusem lub tractatorem, który w trakcie podróży obracał otrzymanym kapitałem, a po powrocie rozliczał się z osobami, od których uzyskał środki. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na fakt, że nie przez przypadek do XIX wieku regulacje dotyczące prawa morskiego zawarte były w prawie handlowym.

Jak widzimy spółka komandytowa umożliwiała powierzenie kapitału do wykorzystania tak, aby ograniczyć odpowiedzialność powierzającego związaną z transakcją handlową, do wartości powierzonego kapitału. Inwestor umawiał się z powiernikiem na udział w zysku z udanej transakcji, a powiernik brał na siebie odpowiedzialność za jej powodzenie. Tego typu inwestowanie było w wiekach średnich skierowane do osób, które nie były profesjonalnymi przedsiębiorcami, do urzędników państwowych, duchownych czy szlachty, którym nie wypadało parać się handlem.

Powyższa konstrukcja w niezmienionej formie przetrwała do dzisiaj i należy powiedzieć, że jest to bardzo atrakcyjna prawnie forma, której pierwszą zaletą jest to, że jest zaliczana do grupy spółek osobowych prawa handlowego. A to oznacza, że co do zasady nie jest podatnikiem podatku dochodowego. Jednokrotne opodatkowanie następuje wyłącznie na poziomie wspólników.

Druga zaleta dotyczy istnienia dwóch grup wspólników o różnym statusie. Pierwszy wspólnik, nazywany komplementariuszem odpowiada za jej zobowiązania bez ograniczeń i czynnie uczestniczy w kierowaniu spółką. Rolę wspólnika pasywnego pełni zaś komandytariusz, który ponosi odpowiedzialność tylko do wysokości kwoty określonej w umowie tzw. sumy komandytowej. Wolny jest natomiast od odpowiedzialności w zakresie wniesionego wkładu i w zasadzie nie prowadzi spraw spółki i nie reprezentuje jej.

Trzecia zaleta dotyczy rozłożenia podziału zysku. Wspólnicy uczestniczą w spółce przez wkład kapitałowy i co należy podkreślić, wielkość tych wkładów nie ma żadnego znaczenia przy ustalaniu wysokości udziału w zysku poszczególnych wspólników. Stąd zoptymalizowanie obciążeń podatkowych z tytułu podatku dochodowego następuje poprzez odpowiednie rozłożenie podziału zysku pomiędzy komandytariuszy a komplementariuszy.  Zwrócimy uwagę na fakt, że wspólnikami w spółce mogą być m.in. osoby fizyczne jak i prawne. Łatwiej będzie nam wtedy dostrzec czwartą zaletę, którą jest możliwość ograniczenia odpowiedzialności komplementariusza za zobowiązania spółki związane z jej działalnością operacyjną. Wystarczy, że tym wspólnikiem stanie się spółka z o.o., a jej odpowiedzialność będzie kształtowała się do wysokości swojego kapitału zakładowego. By móc uzyskać wymierne korzyści na płaszczyźnie prawa podatkowego, udział w zysku spółki komandytowej możemy określić na 1% dla komplementariusza, a dla komandytariusza na 99%. Dzięki temu unikamy kierowania zysku do nieefektywnej podatkowo spółki z o.o.

Jeśli dodam do tego informację, że ojczyzną spółki z ograniczoną odpowiedzialnością są Niemcy, a przedsiębiorcy z tego kraju wpadli na pomysł zestawienia tych dwóch spółek w jeden organizm, nie trzeba będzie długiego wywodu, dlaczego temu krajowi przypisuje się zasługi w dziedzinie odkrycia spółki komandytowej, bo jak wspomniałam na wstępie, nie ten kto naprawdę stworzył, a ten kto ulepszył, spopularyzował, zostaje w pamięci jako twórca.

Tagi: , , ,