Łotwa: jak można wyjść z kryzysu przez obniżenie podatków

  „Polak, Węgier – dwa bratanki” – mówiło się do tej pory. Być może wkrótce to powiedzenie zyska nową postać, a miejsce Węgier zajmie w nim … Łotwa.

Co w naszym kraju wiemy o Łotwie? Gdyby spytać  przeciętnego Polaka, to z pewnością miałby niewiele do powiedzenia na temat tego kraju, ale już polscy przedsiębiorcy zaczynają patrzeć z utęsknieniem w stronę małego bałtyckiego sąsiada. Przyjrzyjmy się dlaczego…

Niedawno Bank Światowy ogłosił ranking Doing Business 2014, który wywołał natychmiastową dyskusję na temat warunków prowadzenia biznesu w Polsce. Z raportu bowiem wynika, że chociaż w ciągu ostatniego roku skoczyliśmy o 3 miejsca do góry w ogólnym zestawieniu, to nadal zagraniczni eksperci oceniają, że nasz kraj wymaga głębokiej reformy systemu podatkowego i znacznego ograniczenia biurokracji, jeśli chodzi o zakładanie działalności gospodarczej.
Polski przedsiębiorca na dokonanie płatności podatkowych poświęca bowiem 286 godzin rocznie, co daje nam 113 pozycję w rankingu na 186 krajów. W dodatku z podatkami jest gorzej, niż w roku ubiegłym, kiedy uplasowaliśmy się na wyższej, 104 pozycji.
Nieco lepiej w porównaniu z ubiegłorocznym rankingiem Doing Business 2013 wypadło teraz zakładanie własnej firmy. Tutaj z 124 pozycji wskoczyliśmy na 116, ale nadal nie da się ukryć,  że rozpoczynanie biznesu w Polsce jest i kosztowne, i zajmuje mnóstwo czasu, bo w proces załatwiania formalności zaangażowane są różne jednostki działalności publicznej. Eksperci podliczyli, że aby cieszyć się własnym biznesem, polski przedsiębiorca musi dopełnić czterech procedur, co trwa 30 dni, kosztuje 14,3% dochodu per capita i wiąże się z wydatkiem rzędu co najmniej 12,6 % dochodu per capita.

Także według raportu Global Competitiveness Polska, obok Grecji i Litwy znajduje się w grupie krajów, w których biurokracja stanowi poważną barierę rozwoju dla biznesu.
Spójrzmy zatem, jak na tym tle wygląda Łotwa?

Kiedy prześledzimy  ostatnie lata gospodarczej historii Łotwy, zauważymy kilka interesujących faktów. W 2008 roku kraj ten wchodził w regres sięgający 24% PKB, co upodabniało go wtedy do również pogrążającej się w kryzysie Grecji. I podobnie jak Grecja, Rząd łotewski chciał szukać pomocy w Międzynarodowym Funduszu Walutowym (MFW), prosząc go o pożyczkę. Obywatele jednak, wykazali się godnym podziwu rozsądkiem  wypowiadając się przeciwko takiemu rozwiązaniu. Swój protest argumentowali tym, że pieniądze z MFW z pewnością rozpłyną się, skonsumowane przez państwową biurokrację, zamiast pójść na zażegnanie kryzysu, który będzie nie tylko trwał, ale i rozkwitał.

Gospodarka łotewska zaczęła więc szukać innej drogi wychodzenia z regresu. Rząd naszego bałtyckiego sąsiada nie skorzystał z modelu greckiego, nie przypadł mu także do gustu model polski, czyli nie sięgnął do kieszeni swoich obywateli proponując cięcia w sektorze świadczeń emerytalnych, rentowych i socjalnych. W zamian przeprowadził głęboką reformę administracji – cięcia w tym sektorze stanowiły na Łotwie aż dwie trzecie poczynionych oszczędności!

Po kilku latach łotewskich reform widać już wyraźnie, że to właśnie model łotewski sprawdził się lepiej. Łotwa może bowiem pochwalić się wzrostem PKB na poziomie 5,3%, podczas kiedy w naszym kraju PKB wynosi zaledwie 1,6%. Poza tym nasz rząd szuka pieniędzy podnosząc stawki ZUS i obejmując składkami tych, który do tej pory nie byli nim objęci oraz przeprowadza reformę OFE. A Grecja?  Tonie w problemach nie mając z czego spłacić pożyczek zaciągniętych w MFW i borykając się z problemami  generowanymi przez własnych obywateli, którzy w proteście przeciwko polityce państwa wychodzą na ulicę.

Łotwa natomiast została uznana w 2013 przez Komisję Europejską za najszybciej rozwijającą się gospodarkę Wspólnoty. I dzięki determinacji swojego rządu od 1 stycznia 2014 roku wprowadziła euro.
Zanim jednak do tego doszło, Łotwa dobrze się przygotowała do zmiany waluty. Po pierwsze kraj ten potrafił wykorzystać kryzys bankowy panujący na Cyprze, który spowodował masowe wycofywanie przez Rosjan  swoich pieniędzy z Cypru. Łotwa powitała tych przedsiębiorców i ich depozyty z otwartymi rękami oferując im atrakcyjne warunki podatkowe.

Łotewski podatek dochodowy wynosi bowiem zaledwie 15% , czyli znacznie poniżej średniej unijnej plasującej się na poziomie 23,5 %. Dla porównania w należącej do Unii Bułgarii podatek ten stanowi 10%, ale w strefie euro podatkiem dochodowym niższym niż Łotwa, bo wynoszącym 12,5%, chwalą się tylko Irlandia i Cypr.

Dzięki temu obecnie, według danych Komisji Rynków Finansowych i Kapitałowych (FKTK), depozyty obywateli innych państw i zagranicznych spółek stanowią prawie połowę wszystkich depozytów w łotewskich bankach (czyli ok. 8 mld USD), podczas kiedy jeszcze w 2009 r. odsetek ten wynosił 38 proc.

Łotysze zaczęli także wdrażać kilkustopniową reformę podatkową, której wyraźnie przyświeca jeden cel – przyciągnięcie na Łotwę zagranicznego kapitału i rozwój przedsiębiorczości….

Jednym z punktów reformy są korzystne regulacje podatkowe dotyczące spółek holdingowych. Zagraniczne zyski otrzymywane przez taką spółkę z tytułu  dywidendy i sprzedaży akcji (spółek spoza czarnej listy) są zwolnione z podatku, tak samo jak transfer tych zysków do innych krajów.
Dodatkowo od początku 2014 roku Łotwa zrezygnowała z opodatkowania odsetek i należności licencyjnych, które łotewskie holdingi płacą zagranicznym firmom (za wyjątkiem krajów z czarnej listy – rajów podatkowych).

Dzięki powyższym rozwiązaniom obcokrajowcy mogą nie tylko przechowywać na Łotwie swoje nisko opodatkowane pieniądze, ale także wytransferować je dalej. Natomiast Łotwa liczy na to, że stanie się centrum biznesowym i finansowym regionu. Wraz z wprowadzeniem euro wdrożyła także jeszcze jedno rozwiązanie – „spółkę z o.o. za 1 euro”, której założenia odpowiadają tzw. „spółce na próbę”.
Zarejestrowanie tego rodzaju spółki trwa na Łotwie… 4 godziny! A jej kapitał zakładowy wynosi 1 euro! Spółka ma prawo działać na takich zasadach przez dwa lata i albo bankrutuje, albo dopłaca kapitał do wymaganych 2 tysięcy euro.

Powyższe udogodnienia oraz zapewnienia łotewskiego fiskusa, że nie będzie gnębił przedsiębiorców zbytnimi kontrolami sprawiają, że na Łotwie masowo powstają spółki oraz jednoosobowe działalności gospodarcze, które są podmiotami realnie działającymi np. w Polsce, ale rozliczają się w łotewskim fiskusie. W widoczny sposób korzystają na tym obie strony.

Łotwa planuje także stać się pomostem między Unią Europejską a Rosją, co również stanowi interesującą opcję dla polskich biznesmenów, którzy mogą to wykorzystać zakładając tam spółkę, organizując joint venture lub sprzedając swoje towary łotewskiemu przedsiębiorcy w celu odsprzedaży. Łotwę z Rosją łączą bowiem dobre stosunki, kontrole graniczne miedzy tymi dwoma krajami są krótsze oraz mniej restrykcyjne, nie ma też bariery językowej, gdyż rosyjski jest  językiem ojczystym dla co trzeciego mieszkańca Łotwy.

W kontekście łotewskich reform zaczynamy pewnie rozumieć, dlaczego ten kraj w rankingu Banku Światowego Doing Business 2014 zajmuje stabilne 24 miejsce. I, dlaczego na równi z sąsiednią Estonią, która rok wcześniej również z powodzeniem przyjęła euro, staje się państwem najbardziej przychylnym przedsiębiorcom, przyciągającym zagraniczne fundusze.

Kiedy w Polsce ogłoszono wyniki rankingu Doing Business odezwały się głosy, że powinniśmy w naszym kraju dążyć do tego, aby stworzyć warunki prawno-instytucjonalne dla firm na poziomie Szwajcarii. Na razie jednak, niestety, daleko nam do tego. Za to znacznie bliżej mamy na Łotwę.  I nie jest wykluczone, iż Polscy przedsiębiorcy w oczekiwaniu na polskie reformy systemu podatkowego i biurokratycznego zaczną coraz częściej korzystać z łotewskich udogodnień.

„Polak i Łotysz – dwa bratanki?” Tam, gdzie obie strony mogą osiągnąć korzyści, podjęcie współpracy jest kwestią chwili.

Tagi: , , , ,