Wygnanie czy wycieczka – o zmianie rezydencji podatkowej osoby fizycznej słów kilka

Rezydencja podatkowa oznacza miejsce (państwo), gdzie dana osoba podlega opodatkowaniu od całości swoich dochodów, łącznik podatkowy z określoną jurysdykcją. W potocznym rozumieniu – państwo, gdzie płaci się podatki. Zmiana rezydencji podatkowej to zatem jeden ze sposobów na płacenie podatków w niższej wysokości. Wydaje się jednak, że możliwość ta wciąż jest słabo zbadana i wzbudza u różnych osób całkowicie przeciwstawne odczucia. Dla jednych bowiem oznacza niemal dożywotnie wygnanie z rodzinnego kraju, a dla drugich jawi się jako przyjemna wycieczka. Jak jest w rzeczywistości?

W dobie Internetu podstawowe informacje na temat systemów podatkowych innych państw nie są tajemnicą poliszynela. Kilka kliknięć i w zaciszu swojego domu każdy może dowiedzieć się, że we Francji najwyższa stawka podatku to 50% (z zakusami na 75%), a na Białorusi każdy płaci liniowy PIT 12% (z opcją obniżki do 9%). W samej Europie jest przynajmniej kilka państw, gdzie obciążenia podatkowe są dużo niższe niż w Polsce. Sięgająca coraz dalej swoboda handlu powoduje, że z reguły nie stanowi problemu założenie firmy za granicą. Co więcej, znoszenie kolejnych kontroli paszportowych i wysoka emigracja zarobkowa oznaczają, że już niemal każdy ma bliższą lub dalszą rodzinę albo znajomych ulokowanych w innych krajach i łatwo jest na dłużej lub krócej „zaczepić się” za granicą. Skoro możliwości, nazwijmy to, fizyczne, są tak szerokie, to czy perspektywa płacenia podatków w innym państwie jest dla przeciętnego Kowalskiego na wyciągnięcie ręki? Czy zmiana rezydencji podatkowej jest niczym przyjemna wycieczka?

Większość państw, w tym Polska, stosuje do swoich rezydentów regułę nieograniczonego obowiązku podatkowego. Oznacza to, że każdy polski rezydent podatkowy płaci w Polsce podatek od wszystkich swoich dochodów osiąganych na całym świecie. Wystarczy przebywać w kraju powyżej 183 dni w roku, a można być pewnym, że jakiekolwiek zarobki prędzej czy później znajdą się pod lupą fiskusa. Z drugiej strony, można pomyśleć, że wyjazd do wujka do Stanów na 7 miesięcy wystarczy, żeby nie płacić polskich podatków

Okazuje się jednak, że długość pobytu nie jest jedynym kryterium. Polską rezydencję podatkową nabywa się bowiem również wtedy, gdy w Polsce znajduje się tzw. centrum interesów życiowych, bez względu na długość faktycznego pobytu. Jeżeli więc przeciętny Kowalski wyjedzie za granicę do pracy na ponad pół roku, ale w kraju zostaną jego żona i dzieci na utrzymaniu, to urząd skarbowy nie będzie miał wątpliwości, że podatki zapłaci on w Polsce (bez względu na fakt, że zapłaci je również za granicą – wtedy stosuje się metody unikania podwójnego opodatkowania przewidziane w ustawie i umowach międzynarodowych). Podobnego efektu należy się spodziewać, jeżeli w kraju będzie miała siedzibę jego prężnie działająca firma lub właśnie z Polski będzie on zarządzał swoimi interesami.

Zmiany rezydencji podatkowej na zagraniczną nie da się zatem dokonać sztucznie, bez narażania się na poważne spory z urzędami skarbowymi. Musi być to decyzja poważnie przemyślana, zakładająca przeniesienie do innego kraju całej rodziny oraz działalności. Można wprawdzie pozostawić w Polsce nieruchomości i inne istotne składniki majątkowe, ale przeprowadzka rodziny i firmy sama w sobie zakłada, że część z tych składników będzie potrzebna w nowym centrum życiowym. Jak widać, zmiana rezydencji podatkowej to nie wycieczka do ciepłych krajów, ale poważna i konsekwentna decyzja życiowa.

Uspokoić można jednak, że zmiana rezydencji to nie bilet w jedną stronę. Status rezydenta ma charakter dynamiczny i w zasadzie co roku jest od nowa analizowany. Oznacza to, że w razie np. zmiany przepisów zagranicznych na mniej korzystne, niestabilnej sytuacji politycznej lub ekonomicznej albo innych ważnych dla przeciętnego Kowalskiego okoliczności, możliwe jest powrotne przeniesienie centrum interesów życiowych, a zatem i rezydencji podatkowej, do Polski.

Wygląda więc na to, że żonglerka rezydencją podatkową w pewnych granicach jest jednak możliwa. Ba, zdarzają się również sytuacje, gdy dana osoba nie ma rezydencji podatkowej w żadnym państwie! Taka sytuacja wystąpi, jeżeli ktoś nie przebywa nigdzie na świecie dłużej niż 6 miesięcy w ciągu roku, nigdzie nie ma jednego stałego domu (tyczy się to również rodziny) i nie ma stałego miejsca zarobkowania (np. dochody czerpie z odsetek od środków zgromadzonych na rachunkach bankowych w różnych krajach albo z dywidend od spółek położonych w różnych państwach). Czy oznacza to, że taka osoba nigdzie nie płaci podatków?

Sytuacja taka jest mało prawdopodobna. Trzeba zauważyć, że wszystkie państwa pobierają podatek nie tylko od swoich rezydentów, ale również od nierezydentów, którzy osiągają dochody na terenie tych państw. Jeżeli więc osoba, która nie ma nigdzie rezydencji, dostanie dywidendę od spółki położonej w Polsce, to będzie musiała zapłacić polski podatek od dywidendy Podobnie jeśli była dyrektorem polskiej spółki, pracowała w Polsce czy dostawała polską emeryturę. Zazwyczaj pobór podatku w takiej sytuacji eliminują lub ograniczają umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania, ale odnoszą się one jedynie do rezydentów państw-stron umowy. Osoba, która nie jest rezydentem żadnego z państw, nie może się powoływać na przepisy umowy.

Możliwa jest też sytuacja odwrotna – to jest, że dana osoba jest rezydentem podatkowym dwóch państw (w jednym przebywa dłużej niż pół roku, a w drugim posiada centrum interesów życiowych). Na szczęście umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania przewidują w takich sytuacjach test mający na celu wskazanie jednego z tych państw jako uprawnionego do nieograniczonego opodatkowania. Mogą się jednak zdarzyć sytuacje, gdy dwa państwa nie mają podpisanej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania (np. Polska z Lichtensteinem) albo umowa taka nie weszła nigdy w życie (np. umowa Polski z Algierią mimo jej podpisania w 2000 r.) Wówczas dochodzi do klasycznego podwójnego opodatkowania, chyba, że dane państwo wprowadzi przepisy krajowe zapobiegające takim sytuacjom. Przykładowo, polski rezydent zarabiający w Algierii skorzysta z uniwersalnej metody unikania podwójnego opodatkowania przewidzianej w Polsce, ale już rezydent algierski zarabiający w Polsce nie uniknie podwójnego opodatkowania, gdyż Algieria nie posiada analogicznych przepisów.

Konkludując, zmiana rezydencji podatkowej nie powinna być postrzegana ani jako przyjemna wycieczka do ciepłych krajów ani jako dożywotnie wygnanie. Prawda leży pośrodku, co oznacza, że zmiana rezydencji ma charakter elastyczny i otwiera drzwi do jej instrumentalnego wykorzystania. Z tym należy jednak być bardzo ostrożnym, gdyż brak rezydencji podatkowej w jakimkolwiek państwie lub balansowanie na granicy dwóch rezydencji podatkowych może nieść negatywne konsekwencje dla wchodzącego na tą ścieżkę podatnika. W takich przypadkach należy więc zawsze skonsultować się ze specjalistą-doradcą podatkowym.

Tagi: , , ,