Trudna scheda po Robercie Maxwellu

Niewiele było w historii biznesu bardziej kontrowersyjnych postaci niż Robert Maxwell. Z jednej strony jego biografia to klasyczny przykład historii „od pucybuta do milionera”. Z drugiej jego podejście do własności jest co najmniej etycznie wątpliwe. Wystarczy wspomnieć, że na zarzut defraudacji funduszu emerytalnego pracowników jego imperium medialnego odpowiedział, że skoro to jego przedsiębiorstwo, to również środki z tego funduszu należą do niego.

Maxwell urodził się jako Jan Hoch w międzywojennej Czechosłowacji, której elementem ówcześnie była Ukraina Zakarpacka. W 1939 roku tereny te najechała armia węgierska i większość żydowskiej rodziny Hochów została zamordowana. Jan zdołał uniknąć prześladowań i dostał się do Wielkiej Brytanii, gdzie wstąpił do armii. Jego szlak bojowy wiódł przez plaże Normandii aż do samego Berlina. Jego kilkuletnia kariera wojskowa zakończyła się na stopniu kapitana równocześnie otwierając go na świat biznesu wydawniczego. W Berlinie pełnił on bowiem funkcję cenzora gazet dla mieszczącej się w mieście kwatery głównej wojsk brytyjskich. Kontakty uzyskane w trakcie służby pozwoliły mu rozpocząć współpracę z domem wydawniczym Springer Verlag a następnie wykupić jego element w postaci spółki Pergamon Press Limited (PPL). Mniej niż 15 lat zajęło mu dojście do znacznej fortuny poprzez poprowadzenie PPL z trzeciorzędowego wydawcy do jednego z głównych graczy na rynku publikacji naukowo – medycznych. Lata 60-te XX wieku to sześcioletnia służba publiczna Maxwella, który zasiadał w tym czasie w brytyjskiej Izbie Gmin.

Kluczowe dla tematu sukcesji fortuny Maxwella mają miejsce na przełomie lat 60-tych i 70-tych poprzedniego stulecia. W 1969 roku chciał on sprzedać udziały PPL amerykańskiej spółce Leasco. Transakcja stała się przedmiotem kontroli zarówno brytyjskiego Departamentu Handlu i Przemysłu (DTI), jak również amerykańskiego Kongresu. Werdykt DTI był druzgocący dla jego reputacji jako przedsiębiorcy. Urzędnicy departamentu w swoim raporcie użyli następującego stwierdzenia: „nie jest on w naszej opinii osobą, której można zawierzyć odpowiednie zarządzanie publicznie poważaną firmą”. Wiele osób spekuluje do tej pory czy powyższy cytat był rzeczywiście zasłużony, czy był on raczej rezultatem nacisków przeciwników politycznych Maxwella na członków DTI. Raport ten, dość niefortunnie dla niego samego, ukazał się w trakcie negocjacji handlowych w trakcie których Maxwell chciał kupić dziennik News of the World. Jednak w wyniku skomplikowanych negocjacji, które byłyby dobrym materiałem na osobny artykuł, tytuł ten został wykupiony przez Ruperta Murdocha.  Tak w jednym roku Robert Maxwell poniósł porażkę biznesową nie sprzedając PPL (co jednak później mu się udało), jak również polityczną, gdyż kupno dziennika było kluczowym elementem jego strategii politycznej.

Zapewne chcąc zabezpieczyć swoje środki w tak ryzykownym okresie Maxwell zakłada fundację w Liechtensteinie. W związku z tym, że jedną z kluczowych zalet tych tworów jest dyskrecja, o samej Fundacji wiadomo do dziś bardzo niewiele. Wiadomo jednak, że przy użyciu powiernictwa i tej Fundacji w latach 70-tych i 80-tych w jego port folio znajdowały się m.in. Daily Mirror, Sunday Mirror, Scottish Daily Record, Macmillan, Berlitz, Agencja Reutera, czy nawet w pewnym okresie MTV Europe i klub piłkarski Oxford United (który za czasów bycia własnością Maxwella odniósł swój jedyny znaczący sukces wygrywając Puchar Ligi Angielskiej). Rodzina, którą Maxwell założył wraz z małżonką była duża, para miała dziewięcioro dzieci, jak on sam mówił „by odtworzyć rodzinę, straconą w trakcie holocaustu”. Jedną z istotnych wartości, którą przekazywał latoroślom było to, że na wszystko będą musiały sobie zapracować i nie odziedziczą po ojcu żadnych znaczących środków. Pięcioro z jego dzieci (dwójka z dziewiątki nie dożyła pełnoletniości) było później zatrudnionych w jego spółkach, a dwóch synów zostało czołowymi managerami imperium Roberta Maxwella.

W roku 1988 stało się coś niespodziewanego. W wywiadzie dla swojej własnej gazety – Daily Mirror, Maxwell przyznał się, że fundacje zgromadziły już środki w wysokości miliarda dolarów. Informacja ta stała się łakomym kąskiem dla jego wierzycieli, którzy rościli sobie prawa do długów sięgających ponad czterech miliardów dolarów. Jednak Regulamin Fundacji Maxwella (tzw. by-laws) uniemożliwiały użycie wspomnianych środków do spłaty zadłużenia spółek samego Roberta Maxwella. Wydawało się, że zabezpieczył on w ten sposób interesy swojej rodziny na wypadek swojej śmierci.

Trzy lata później jego ciało zostało znalezione niedaleko  jego własnego dryfującego jachtu. Do dziś spekuluje się czy zmarł on w wyniku ataku serca, czy też popełnił samobójstwo, bo miał stanąć przed sądem za domniemane zbrodnie wojenne. Niedługo później jego imperium medialne implodowało, zaczęto wyprzedawać poszczególne spółki a bracia Ian i Kevin Maxwell z długami sięgającymi 400 milionów dolarów stanęli przed sądem pod zarzutem defraudacji mienia spółek. Koniec końców zostali uniewinnieni, jednak tu pojawia się pytanie dlaczego dysponując ponad miliardowym majątkiem fundacji nie spłacili swojego długu? Odpowiedź jest tragicznie prosta. Wspomniane by-laws Fundacji Maxwella zabezpieczyły samego Roberta Maxwella oraz środki pochodzące z dywidend wychodzących ze spółek jego imperium medialnego. Nie przewidywały jednak drogi zarządzania zasobami finansowymi w chwili śmierci Fundatora. Ten prosty błąd popełniony ponad 20 lat przed jego utonięciem, spowodował, że środki gromadzone przez całe życie przez Roberta Maxwella pozostawały przez długi czas do dyspozycji zarządu Fundacji, który zgodnie z by-laws nie mógł przekazać ich rodzinie zmarłego. Jak niesie powtarzana w Liechtensteinie plotka, wdowa po Maxwellu wszczęła postępowanie wobec Państwa Liechtenstein i po długich bataliach sądowych udało jej się przejąć kontrolę nad Fundacją Maxwella i nareszcie wykorzystać zgromadzone środki na potrzeby rodziny. Do dziś jednak kazus ten jest jednym z częściej wykorzystywanych studiów przypadku nieudanej sukcesji międzypokoleniowej.

Współautorzy tekstu – Agnieszka Rzepecka, Marcin Łojewski.

Tagi: , , ,