Zawsze jest dobry czas na sukcesję międzypokoleniową

W Polsce zjawisko sukcesji międzypokoleniowej ma stosunkowo krótką historię, a właściwie można stwierdzić, że problem ten dopiero się pojawia i z biegiem lat będzie systematycznie narastać. Wynika to z prostej przyczyny – większość polskich przedsiębiorstw powstała po demokratycznych przemianach roku 1989, dlatego też historia wielu rodzinnych firm w kraju liczy sobie około 20-25 lat. Założyciele tych przedsiębiorstw zbliżają się obecnie do wieku, w którym koniecznym staje się przemyślenie, w jaki sposób powierzyć swój dorobek w ręce następców. Błędnym wydaje się przekonanie, że wyrażenie swojej woli w postaci testamentu, bądź też powierzenie swojego dziedzictwa ustawowym regułom dziedziczenia w wystarczający sposób zabezpiecza interesy nasze i naszych sukcesorów. Dlatego też tak niezwykle istotne są działania mające na celu zwiększenie świadomości społeczeństwa w kwestii sukcesji międzypokoleniowej, która odgrywać będzie w naszym kraju coraz większą rolę. W krajach zachodnich zrozumienie tej materii, oparte na praktyce funkcjonowania w warunkach gospodarki wolnorynkowej przez kilkaset lat, jest bardzo silne. Przedsiębiorstwa przekazywane z pokolenia na pokolenie nie są w tamtejszych warunkach niczym niezwykłym. Jako przykład może posłużyć chociażby producent samochodów sportowych Porsche, czy francuski wytwórca opon Michelin. Funkcjonowanie tych firm w obecnej formie byłoby jednak niemożliwe, gdyby nie skrupulatnie zaplanowana strategia sukcesji międzypokoleniowej, z powodzeniem stosowana do dziś. Jak mogłyby potoczyć się losy tych, jak i wszystkich innych rodzinnych przedsiębiorstw, gdyby nie racjonalne planowanie sukcesji? Za przykład niech posłuży przypadek z naszego krajowego podwórka.

Historia ta dotyczy przedsiębiorstwa działającego w formie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, a jej jedynymi wspólnikami byli małżonkowie, którzy stworzyli tę firmę od podstaw. Fakt pozostawania jedynymi wspólnikami sprawiał, iż bez ich zgody jakiekolwiek strategiczne decyzje w spółce nie mogły zostać podjęte. Zgodnie bowiem z art. 230 Kodeksu spółek handlowych (KSH), rozporządzenie prawem lub zaciągnięcie zobowiązania do świadczenia o wartości dwukrotnie przewyższającej wysokość kapitału zakładowego wymaga uchwały wspólników, w tym przypadku – małżeństwa. Przepis ten zapewniał im pełną kontrolę nad tym, jak funkcjonuje spółka  i w jaki sposób ma się rozwijać. Z pozoru przemyślane ukształtowanie sytuacji prawnej spółki dawało im poczucie bezpieczeństwa, jednak jak się okazało, pewne okoliczności nie zostały przez nich wzięte pod uwagę. W wyniku wypadku, któremu ulegli, osierocili swoich dwóch niepełnoletnich synów. Rodzinna tragedia okazała się początkiem problemów, z jakimi zmierzyć musieli się młodzi chłopcy. Zgodnie z polskim prawem spadkowym objęli oni cały majątek rodziców, wraz z wchodzącymi w jego skład udziałami spółki. W konsekwencji stali się oni jedynymi wspólnikami spółki pozostawionej im przez rodziców. Na pierwszy rzut oka wydawać się może, iż sukcesja przebiegła pomyślnie, gdyż przedsiębiorstwo pozostało w rodzinie.

Sytuację poważnie skomplikował wiek chłopców – obaj byli niepełnoletni. Zgodnie z przepisami polskiego prawa cywilnego nie mogli oni podejmować istotnych decyzji samodzielnie. Zatem, aby chłopcy mogli podjąć czynności należące do zakresu obowiązków wspólników, konieczna okazała się zgoda na ich podjęcie wyrażona przez ich przedstawiciela ustawowego. Rolę tę najczęściej pełnią rodzice, jednak w związku z tragicznym w skutkach wypadkiem nie mogło tak być w omawianym przypadku. Obowiązki te przejął wyznaczony przez sąd rodzinny opiekun, który od tej pory zaczął sprawować pieczę także nad majątkiem chłopców. Mimo, że w spółce istniał zarząd, który zajmował się prowadzeniem jej spraw, funkcjonowanie spółki w pewnym stopniu zostało spowolnione. Kluczowy problem pojawił się jednak w momencie, gdy konieczne stało się zaciągnięcie przez spółkę kredytu w celu poczynienia niezbędnych inwestycji. Wysokość kredytu opiewała na kwotę 5 milionów euro. Każdy, kto prowadzi, lub kiedykolwiek prowadził swoje przedsiębiorstwo, doskonale zdaje sobie sprawę, że aby spółka mogła funkcjonować w sposób prawidłowy, zachować płynność finansową, konkurować na rynku i na tym rynku się utrzymać, niezwykle często potrzebne jest niezwłoczne podejmowanie strategicznych decyzji. Tak też było w tym przypadku – zaciągnięcie kredytu stanowiło dla spółki być albo nie być. Niestety, na drodze pojawiła się znacząca przeszkoda.

Dokonanie czynności zaciągnięcia kredytu, zgodnie ze wspomnianym wcześniej art. 230 Kodeksu spółek handlowych, wymagało powzięcia uchwały wspólników, w tym przypadku niepełnoletnich chłopców. Jak wiemy, nie mogli oni dokonywać tego typu czynności samodzielnie, ale zgoda na jej dokonanie wyrażona przez opiekuna także była niewystarczająca. Wszystko za sprawą art. 155 § 2 w związku z art. 101 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, zgodnie z którymi, aby dokonać czynności przekraczających zwykły zarząd majątkiem niepełnoletniego potrzebna jest zgoda sądu opiekuńczego. Rodzi to poważne wątpliwości co do biegłości sądów rodzinnych w sprawach tego typu. Sądy rodzinne, jak sama nazwa wskazuje, orzekają w sprawach dotyczących prawa rodzinnego, a więc w ich właściwości leżą głównie sprawy dotyczące m.in. rozwodów, alimentów czy przyznawania opieki rodzicielskiej. To tego typu sprawy stanowią lwią część postępowań na wokandach tych sądów, a nie sprawy ocenienia słuszności uchwały podejmowanej przez wspólników spółki z ograniczoną odpowiedzialnością i przyzwolenia na jej podjęcie, bądź odmowy udzielenia takiej zgody. W praktyce oznacza to, że sędzia, który przydzielony został do orzekania w sprawie tego typu, musi mierzyć się z zagadnieniem, które nie należy do jego codziennych czynności. W konsekwencji postępowanie w takiej sprawie znacznie się wydłuża, a doświadczenie uczy, że może ciągnąć się przez kilka, a nawet kilkanaście miesięcy. Oczywistym jest, że tak długie oczekiwanie na wyrok sądu i niemożność podjęcia uchwały w sposób niezwłoczny może mieć katastrofalne dla spółki skutki. Nie inaczej było w opisywanej historii. Paraliż w prowadzeniu strategicznych spraw spółki, wynikający z przewlekłości postępowania sądowego, doprowadził spółkę do upadku. Dziedzictwo w postaci budowanego latami przedsiębiorstwa, pozostawione dzieciom przez rodziców, po prostu zniknęło.

Przykład ten dobitnie pokazuje, jak fatalne skutki może mieć pozostawienie kwestii sukcesji międzypokoleniowej bez odpowiedniej analizy i racjonalnego planowania. Dlatego też tak istotne jest zabezpieczenie siebie i swoich bliskich na każdą ewentualność. Istnieją rozwiązania, takie jak np. powierzenie majątku w ręce rodzinnej fundacji czy trustu, pozwalające zapobiec tego typu sytuacjom. W przypadku fundacji, instrumentem pozwalającym na rozporządzanie majątkiem są tzw. by-laws, na mocy których zarząd majątkiem sprawowany jest przez fundację na rzecz rodziny. Natomiast w formie trustu rozporządzanie majątkiem zostaje powierzone tzw. powiernikowi trustu (ang. trustee). Jego zadaniem jest dysponowanie majątkiem na rzecz beneficjentów wskazanych przez osobę, która poprzez umowę powiernictwa zakłada trust i przekazuje mienie (ang. settlor). Instytucje te pozwalają w kompleksowy sposób zabezpieczyć majątek i jego sukcesję na wypadek niemożliwych do przewidzenia zdarzeń. Należy jednak zastosować je odpowiednio wcześnie. W związku z niewielką praktyką prawną w tej kwestii w Polsce warto powierzyć to zadanie doświadczonym, profesjonalnym podmiotom. Korzyści płynące z zastosowania przemyślanych rozwiązań dotyczących sukcesji międzypokoleniowej są nieocenione i koniecznym wydaje się odpowiedzialne podejście do tego delikatnego tematu bez zbędnej zwłoki.

Tagi: , , , , ,