Koniec umów śmieciowych!

 

Debata na temat tzw. umów śmieciowych rozgrzewa zainteresowanych do czerwoności. A zainteresowanych jest dużo: pracownicy, pracodawcy ale przede wszystkim skarb państwa, który na zmianach w popularnych formach zatrudnienia nie może nic stracić ale zyskać może bardzo wiele. Głoszone przez rządzących hasła o m.in. ochronie praw pracowniczych brzmią bardzo wiarygodnie, jednak za deprecjacją umów cywilnoprawnych wydaje stać się coś więcej niż tylko opieka nad pracownikami. Ogłaszam więc – na próbę – koniec umów śmieciowych!

Co sprawia, że umowa o pracę bardziej dba o interesy pracownicze niż np. umowa zlecenie czy umowa o dzieło? Czym terminowy lub bezterminowy kontrakt na świadczenie usług pracodawcy dba i zabezpiecza godność ekonomiczną i społeczną pracownika? Prawo do urlopu? Okresu wypowiedzenia umowy? Zwolnienia lekarskiego? Nic bardziej mylnego. W Polsce obowiązuje swoboda zawierania umów, więc wszystkie te aspekty mogą zostać zawarte w treści umowy zlecenia czy umowy o dzieło  - jest to wolna wola obu stron. Pracodawca i pracownik zawierają transakcję biznesową. Wkładem pracownika do tej transakcji jest jego praca, pracodawca zaś za tą pracę odpłaca się szeregiem korzyści głównie finansowych na rzecz pracownika (pensja, ubezpieczenie, prawo do urlopu itp.). Jeśli więc umowa zlecenie chroni interesy pracownicze to dlaczego nazywać ją śmieciową? Pejoratywne określenie ma w świadomości i podświadomości opinii publicznej zakorzenić powiązanie luźniejszych form zatrudnienia jako czegoś złego. Jest to nic więcej jak zagrywka PR-owa czy po prostu propaganda.  Jaka jest więc główna różnica między umowami zleczenie i o dzieło a umowami o pracę? Trzyliterowa – ZUS. Ta bardzo niepopularna instytucja, która w swoich założeniach ma dbać o nasze zabezpieczenie finansowe na wypadek chorób, wypadków czy po zakończeniu wieku produkcyjnego musi być permanentnie dofinansowywana. Zamiast więc podejmować niepopularne w okresie przedwyborczym decyzje o podwyższeniu składki do ZUS-u prowadzone są intensywne działania komunikacyjne mające oczernić umowy cywilnoprawne oraz wzmóc presję pracowników na pracodawców w aspekcie zawierania pozornie bezpieczniejszych (i oczywiście odpowiednio obciążonych składką ZUS) umów o pracę.

Spójrzmy jednak na tą całą sytuację oczami przedsiębiorcy. Z jego perspektywy umowa o pracę jest bardzo restryktywna. Weźmy kilka przykładów. Pracownika, który jest na siedmiodniowym zwolnieniu lekarskim nie można poddać jakiejkolwiek kontroli, nawet jeśli bierze kilka takich zwolnień pod rząd. Przez 33 dni w roku to pracodawca, a nie odbiorca składek – ZUS, ponosi koszty zatrudnienia osoby na zwolnieniu lekarskim.  Tylko w ograniczonym zakresie pracownik może ponieść konsekwencje finansowe słabej jakości swojej pracy, wracamy więc do znanego z poprzedniego systemu „czy się stoi, czy się leży…”. Rozwiązanie takiej umowy nie jest łatwe i pracodawca może się spodziewać, że zakończy się w sądzie pracy, który w przeważającej większości spraw zasądzi na korzyść pracownika. Wreszcie przepisy prawa pracy nie idą w parze z promowanymi szeroko ostatnio elastycznymi formami zatrudnienia. Pracownik, który jednorazowo chce zmienić godziny swojej pracy naraża pracodawcę na znaczne kary finansowe nałożone za niedotrzymanie doby pracowniczej. Powyższe przykłady musi uzupełnić jeszcze świadomość, że umowy o pracę potrafią zablokować rozwój przedsiębiorstwa. Właściciel firmy musi ważyć ryzyko zatrudniania nowych pracowników, gdyż w przypadku gdy koniunktura na jego towary/usługi chwilowo się zatrzyma, to on zostanie z grupą zatrudnionych osób, której musi płacić pensję za brak świadczonej pracy.

Bardzo ważnym aspektem w relacjach międzyludzkich jest jakość świadczonych usług, czy to na poziomie podstawowym np. dotrzymania danego słowa, czy produkowania dóbr najwyższej możliwej jakości. Jako konsumenci każdy z nas żąda tego, by np. kupowany produkt był świeży, dobrej jakości i zgodny z opisem na opakowaniu. Dlaczego jako dostawcom usług części z nas przychodzi to tak trudno? Bardzo mało w dyskusji publicznej mówi się o jakości pracy. Mówi się o formach zatrudnienia, o poziomie bezrobocia, który trzeba obniżać, przedsiębiorczości Polaków, którą trzeba wzmacniać itp. Jednak jak przedsiębiorcy, zwłaszcza z sektora MSP, który jest motorem napędowym naszej gospodarki, mogą być innowacyjni i szybko reagować na potrzeby rynku, skoro obowiązki związane z umowami o pracę wiążą im ręce tak finansowo jak i prawnie?

W całej dyskusji na temat umów „śmieciowych” wszystkie strony rzadko poruszają problem zwykłego, ludzkiego traktowania siebie nawzajem. Często słyszane historie o źle traktowanych pracownikach, wiązane są od razu z formą zatrudnienia pokrzywdzonego. Jednak czy jest to kwestia właśnie rodzaju umowy?  Czy może tylko i wyłącznie tego jakim właściciel/dyrektor/kierownik danej firmy jest człowiekiem oraz stylu (albo braku stylu) zarządzania w danej firmie? Mówmy więc wprost o śmieciowym traktowaniu pracowników, a nie o umowach śmieciowych – zmieńmy stosunki biznesowe pracodawców i pracowników a problem powinien się zmniejszyć. To jakość świadczeń w zakresie stosunku pracy powinien determinować czy w tej relacji pozostać czy nie. Jeśli obie strony będą terminowe, rzetelne i szczere w dotrzymywaniu swojej części umowy, to czy coś może pójść źle? Tylko czy każdego z nas stać tu i teraz na cywilną odwagę by stwierdzić: oszukuję swojego pracownika/pracodawcę? Niech to nawet będzie ksero zrobione na biurowym sprzęcie ale wciąż to oszustwo i kradzież. Poprawa tego aspektu jest równie istotna co przestrzeganie podstawowych norm kulturowych i praw człowieka w miejscu pracy.

Rozwiązanie tego problemu nie jest kwestią, która zajmie kwadrans. Jednak moim postulatem dotyczącym zmian w prawie niech będzie zmiana form nawiązywania stosunku pracy. Dotychczasowe prawa ale i obowiązki pracownicze wynikające z umowy o pracę niech mają również swoje odzwierciedlenia w umowach zlecenie i o dzieło. Składki na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne wpłacane do ZUS-u lub innej instytucji, która zajmuje się tego typu działalnością będą oczywiście powiększać koszty zatrudnienia. Jednak takie „zlecenie pracownicze” da pracodawcom możliwość lepszej kontroli wydatków i inwestycji w przedsiębiorstwie i pomoże im w elastycznym i dynamicznym reagowaniu na potrzeby rynku. Wszystko jednak opierać się musi na wzajemnym zaufaniu i poszanowaniu praw i obowiązków. Brzmi trochę jak utopia, ale zawsze jest dobry czas na zmiany.